💫 Iskra № 273: Nie może być za łatwo
- Emilia Dąbrowska

- 29 wrz
- 2 minut(y) czytania
Utrudnianie sobie życia nie brzmi jak świadomy wybór, a jednak każda z nas zna jego gęstą, niekiedy lepką obecność. Wchodzimy w schematy, które wcale nie prowadzą nas do szczęścia, jakbyśmy z uporem stawiały kolejne przeszkody na własnej drodze. Psychologia nazywa to powtarzaniem wzorców – zjawiskiem dobrze udokumentowanym w badaniach nad traumą i relacjami. Freud pisał o „przymusie powtarzania”, a współcześni badacze podkreślają, że mózg, zamiast kierować się ku temu, co nowe i lepsze, zaskakująco często wybiera to, co znajome. Znajomość daje poczucie bezpieczeństwa, nawet jeśli nie przynosi ulgi ani radości.
Utrudnianie życia to czasem subtelna forma sabotażu, której źródło tkwi w niskiej samoocenie. Gdy przez lata nasiąkamy przekonaniem, że nie zasługujemy na łatwość i spokój, zaczynamy same sobie udowadniać tę „prawdę”. Neurobiologia wskazuje, że nasze ścieżki neuronalne wzmacniają się poprzez powtarzanie – a więc każda decyzja, każde drobne „utrudnienie”, wdrukowuje się w nas jak melodia powtarzana bez końca. Nie dziwi więc, że później brzmi ona w nas niemal automatycznie.
Jest w tym jednak coś więcej niż ślepa lojalność wobec starych ran. Wiele kobiet, z którymi rozmawiałam, mówiło o tym, jak trudno im odmówić innym, jak łatwo rezygnują z własnych potrzeb w imię spokoju otoczenia. Chęć zadowolenia innych to mechanizm głęboko zakorzeniony w naszej kulturze i wychowaniu. Bycie „grzeczną”, „pomocną”, „tą, na której można polegać” – oto role, które wciągają nas w niekończący się taniec poświęcenia.
Nie zawsze jednak utrudnianie sobie życia jest wyłącznie wynikiem bólu czy lęku. Czasami niesie w sobie ukrytą funkcję. Być może w chaosie, który tworzymy, uczymy się odwagi. Być może dzięki potknięciom zdobywamy umiejętność rozpoznawania, co tak naprawdę jest nasze, a co tylko zapożyczone z cudzych oczekiwań. Psychologia ewolucyjna sugeruje, że nasz umysł jest bardziej wyczulony na zagrożenia niż na nagrody – dlatego łatwiej pielęgnujemy trud niż pozwalamy sobie na lekkość. To może być niezgrabna forma ochrony, zakodowana w nas od tysięcy lat.
Nauka i filozofia spotykają się tu w jednym punkcie: człowiek nie jest istotą dążącą wyłącznie do szczęścia, lecz raczej do sensu. Viktor Frankl, twórca logoterapii, podkreślał, że to poczucie sensu ratuje nas przed rozpaczą. Może więc nieustanne komplikowanie życia to nie tylko błąd, ale i desperacka próba nadania mu znaczenia – bo w bólu, zmaganiu i powtarzaniu starych historii, czujemy, że naprawdę coś się dzieje.
Pisząc ten list, mam poczucie, że nasze utrudnianie sobie życia nie zawsze trzeba widzieć jako porażkę. Czasem to tylko inny język, w którym mówi do nas nasze wnętrze. Bywa nieporadny, pełen krzyku i ciszy, ale wciąż jest zaproszeniem do słuchania. Jeśli nauczymy się dostrzegać w tych powtarzanych błędach ukrytą wiadomość, może uda nam się przekroczyć własne schematy – nie przez walkę, ale przez czułe zrozumienie.
Zastanawiam się, czy nie jest tak, że sztuką życia jest odwaga, by w pewnym momencie odłożyć ciężary, które same sobie narzuciłyśmy, i sprawdzić, jak wygląda droga bez nich. Nie dlatego, że będzie łatwiejsza, ale dlatego, że będzie nasza.







Komentarze