💫 Iskra № 269: Najlepiej, najszybciej, najbardziej, najmocniej.
- Emilia Dąbrowska

- 25 wrz
- 3 minut(y) czytania
Świat, w którym żyjemy, uczy nas dziś, że można być wszystkim i osiągnąć wszystko, jeśli tylko odpowiednio mocno się postaramy. Zewsząd powtarza się hasła, że „sky is the limit”, że każda z nas ma szansę na spektakularny sukces – w pracy, w życiu prywatnym, w wyglądzie, w relacjach. Jednocześnie obrazy, które do nas docierają, podsuwają wizję doskonałości: uśmiechnięte twarze, nieskazitelne ciała, kariery rozwijające się w zawrotnym tempie. To, co kiedyś było reklamą produktu, dziś stało się reklamą samego życia. Niby wiemy, że te obrazy to fasada, fragment rzeczywistości wykadrowany i podretuszowany, ale mimo samoświadomości pozostawiają one ślad w naszej psychice. Porównujemy się, czujemy, że nam czegoś brakuje, że jesteśmy niewystarczające, bo skoro można więcej, lepiej i szybciej – to czy my robimy dość?
Psychologia społeczna od lat bada zjawisko porównań. Leon Festinger, twórca teorii porównań społecznych, zauważył, że mamy naturalną skłonność do oceniania siebie przez pryzmat innych. Kiedyś tym punktem odniesienia była sąsiadka, siostra czy koleżanka z pracy. Dziś, w epoce mediów społecznościowych, nasze porównania nabrały globalnej skali – i porównujemy swoje zwyczajne życie z wyidealizowaną wizją tysięcy innych. W neurobiologii mówi się o mechanizmie nagrody: każdy „like”, każda aprobata, działa jak maleńka dawka dopaminy. Problem zaczyna się wtedy, gdy uzależniamy poczucie własnej wartości od tych impulsów, a własne sukcesy tracą blask, bo nie mieszczą się w obiektywie telefonu ani w oczach publiczności.
Ten mechanizm ma w sobie coś paradoksalnego. Z jednej strony, inspiruje – przecież widząc, że ktoś podróżuje, tworzy, osiąga, możemy same zapragnąć sięgnąć po więcej. Z drugiej jednak, nie pozostawia miejsca na spokój. Jeśli zawsze istnieje wyższy poziom, lepszy wynik, bardziej spektakularne osiągnięcie, to w zasadzie nie ma końca w tej wspinaczce. A życie, pozbawione momentów zatrzymania, przypomina wspinanie się po drabinie bez szczebla, na którym można na chwilę spocząć. W takiej logice nie ma miejsca na odpoczynek, a bez odpoczynku nie ma radości.
Neuropsychologia pokazuje, że nasz mózg potrzebuje równowagi pomiędzy stanem pobudzenia a stanem wyciszenia. Jeśli nie pozwalamy sobie na przerwy, układ nerwowy pozostaje w ciągłej mobilizacji – kortyzol, zaczyna działać jak trucizna, która odbiera nam zdrowie i zdolność do odczuwania satysfakcji. Z punktu widzenia psychologii pozytywnej, jednym z fundamentów dobrego życia jest zdolność do doceniania drobnych osiągnięć, umiejętność zatrzymania się i wypowiedzenia sobie samej zdania: „to jest wystarczające”.
A jednak to najtrudniejsze. Bo kto dziś mówi, że wystarczy? Świat nagradza rekordy i spektakularne wyniki, nie codzienną wytrwałość. Nikt nie publikuje zdjęcia ze zwyczajnego obiadu, przy którym ktoś po prostu usiadł spokojnie i poczuł wdzięczność. Nikt nie chwali się tym, że odpuścił, zamiast gnać. To, co nazywamy „prawdą”, wciąż istnieje pod tą warstwą pozorów. Prawda jest w naszym ciele, które mówi: „jestem zmęczone, zwolnij”. Prawda jest w sercu, które czuje radość z czegoś niewielkiego i wcale nie potrzebuje świadków. Prawda jest w prostych zdaniach, których nie słyszymy dość często: „to, co zrobiłaś, jest w porządku”, „już nie trzeba więcej”. Może musimy nauczyć się mówić je same do siebie. To jak wewnętrzny gest czułości, akt odwagi wobec świata, który zawsze oczekuje więcej.
Nie ma nic złego w marzeniach ani w dążeniu do rozwoju. Problem zaczyna się wtedy, gdy marzenia zmieniają się w tyranię, a rozwój w pułapkę, która nigdy nie daje wytchnienia. Najlepszy na świecie w czymkolwiek może być tylko jeden człowiek – a więc jeśli miarą naszego życia jest wyłącznie bycie „naj”, cała reszta zawsze będzie czuła się niewystarczająca. To złudzenie, które odbiera sens. Ostatecznie liczy się nie to, czy ktoś inny patrzy na nasze życie z zachwytem, lecz czy my same potrafimy spojrzeć na nie z wdzięcznością.
To, co prawdziwe i wartościowe, nie potrzebuje aplauzu, by istnieć. A jeśli nauczymy się to widzieć i doceniać, wtedy nawet w świecie pełnym pozorów odnajdziemy coś bezcennego: spokój, który nie musi być najlepszy, najszybszy ani najbardziej efektowny. Spokój, który po prostu jest – i który wystarczy.





Komentarze